Moje dziecko znowu jest chore

8 dni bez infekcji. To i tak niezły wynik. Kalina obudziła się rano zdrowa i jak co wtorek poszłyśmy na zajęcia do mini-przedszkola. Młoda bawiła się z dziećmi, a ja korzystałam z 3 godzin wolnego. Niestety po powrocie do domu okazało się, że termometr wskazuje 38,2. Tak po prostu, infekcja zaatakowała szybko i bez ostrzeżenia. Po drzemce doszedł zatkany nos, a mała zrobiła się płaczliwe i marudne. I wiecie co? Przestałam rwać sobie włosy z głowy i biadolić, że moje dziecko znowu jest chore.

Dwu i trzylatki (a nawet roczniaki jak chodzą do żłobka) chorować muszą, bo tak budują swoją odporność. Nikt mi nie wmówi, że jakiś cudowny olej, magiczny pyłek, bulion mocy czy inne łzy jednorożca uchronią Kalinę przed chorobą. Spacery, wietrzenie mieszkania, nieprzegrzewanie, dieta bogata w warzywa i unikanie słodyczy też nie są gwarantem zdrowia. Oczywiście karob, czarnuszka, miód, czosnek, dynia i kasza jaglana na pewno wspierają organizm w walce z chorobą. Nie będę odpuszczać i nadal zamierzam „faszerować” rodzinę zdrowym jedzeniem. W końcu odporność w dużej mierze pochodzi z jelit, a zdrowy tryb życia i odpowiednia dieta pomogły nam uniknąć antybiotyków.

Nie oszukujmy się jednak, że samą dietą załatwi się temat. Odporność to wypadkowa wielu czynników (cechy indywidualne, genetyka, odporność wrodzona etc), a wzmacnia się ją z każdą przebytą chorobą. Twoje dziecko nie choruje? Na pewno jeszcze zacznie. Moje też nie chorowało, gdy rok wcześniej nie miało codziennego kontaktu z rówieśnikami w salach zabaw i klubikach (a prawdziwe przedszkole dopiero przed nami 😱). Nie choruje nawet pomimo żłobka i przedszkola? To tylko się cieszyć i liczyć, że tak już zostanie. Ja pocieszam się, że cztero i pięciolatki zapewne łapią mniej infekcji, bo swoje już przeszły. 

Tak więc drogie mamy, chusteczki w dłoń i wycierajmy cieknące gile. Tymczasem korzystam z drzemki, dopijam kawę i lecę gotować jaglankę na karobowe kulki mocy. Może pomogą w odetkaniu zatkanego nosa.